|
|
Izabella Miko mówi o sobie
Mieszkanie w Harlemie, w którym Iza miała spędzić następne dwa lata nie było
zachwycające, jednak decyzja o szukaniu czegoś "przyjaźniejszego" zapadła
dopiero po tym, gdy dwa piętra niżej znaleziono ciało kobiety: "przyczyna
zgonu-niewyjaśniona". Jednak sam fakt w zupełności wyjaśniał dlaczego
natychmiast należało się stamtąd wyprowadzić. Zbiegło się to w czasie z zupełnie
inna zmianą: nauczyciele z broadwayowskiej szkoły zaproponowali, by Iza
spróbowała dostać się do SAB (School of American Ballet) jednej z trzech
najlepszych szkół na świecie. Jak się można łatwo domyślić- zaryzykowała.
Po egzaminie mama Izy została wezwana do gabinetu pani dyrektor i usłyszała
pytanie: ?Kiedy ją może Pani przywieżć?. Problem był w tym, że Iza była już
?przywieziona- i ze względów finansowych powrót do Polski i kolejny lot
kompletnie nie wchodził w grę. I tak w oczekiwaniu na miejsce w przyszkolnym
kampusie Iza rozpoczęła szkołę i zamieszkała w...klasztorze. Hiszpańskie
zakonnice charakteryzowały się głównie tym, że nie mówiły w żadnym innym języku
niż hiszpański i nie znosiły sprzeciwu. Przez półtora mięsiąca Iza zrywała się z
zajęć by przed "godziną policyją" zdążyć zamknąć się w swoim kilkumetrowym
pokoiku pełnym metalowych sprzętów, które mama przed wyjazdem do Polski
bezskutecznie próbowała ozdobić gadżetami naprędce kupionymi w Macys. Pewną
niedogodność stanowili również złodzieje, którzy uwielbiali wystawać pod murami
czekając na łatwy łup.
Po 45 dniach Iza zamieszkała w kampusie. To był szczęśliwy dzień.
Przez dwa i pół roku wszystko szło jak z płatka. No prawie. Iza poza nauką
musiała zarabiać np. na baletki i pointy (60 $ jedna para na tydzień). Sprzątała
w studiach tanecznych, sprzedawała baterie na ulicy przy Times Square i
trenowała kilkanaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu. Ciało tego nie
wytrzymało. Kontuzja kręgosłupa, po której posłuszeństwa zaczęły odmawiać
również kolana i kostki. Mały koniec świata. Po raz pierwszy coś nie zależało od
niej. Nie była w stanie wygrać z bólem. Wróciła do Polski i wiedziała że już nie
zatańczy.
Z depresji wyrwała ją propozycja zagrania w telewizyjnym filmie "Litwo Ojczyzno
moja" w reżyserii Tadeusza Bystrama. Podczas zdjęć Iza nieoczekiwanie
zrozumiała, że aktorstwo jest w stanie załatać dziurę w jej sercu, jaka powstała
po tańcu.
Cztery miesiące po opuszczeniu Nowego Jorku znów była w samolocie. I co dziwne
czuła jakby leciała do domu, wiedziała że tym razem musi się udać... Choć jej
serce zawsze będzie w Polsce, przyrzekła sobie, że jeżeli wróci to tylko na
swoich własnych warunkach.
Zaraz po przylocie do NY rozpoczęła studia w The Lee Strasberg Theatre and Film
Institute oraz zatrudniła się jako modelka w agencji Q models. Szybko jednak
zrozumiała, że szkoła i doświadczenie to jedno, ale żeby zacząć grać w filmach
musisz mieć agenta, a agenci mieszkaja w Los Angeles. Wiedziała, co musi zrobić.
Był 1999 rok.
Od tamtej chwili Iza zagrała w kilkunastu produkcjach, były lepsze momenty jak
ten, kiedy zobaczyła swoją kilkudziesięciometrową postać wiszącą na Sunset
Bulwar na plakacie pierwszego filmu "Coyote Ugly" ("Wygrane Marzenia") jak i te
gorsze, kiedy tygodniami czekała na telefon od agenta.
Jednak Iza nie czeka, żeby cud spadł z nieba, sama szuka projektów i je nawet
sama produkuje, pukając od drzwi do drzwi, aż ktoś w końcu otworzy. Film "Bye-Bye
Blackbird" ("Na Trapezie") udowodnił, że nawet lęk wysokości nie zatrzyma jej
marzeń- Iza przeszła 3-miesięczny trening na trapezie, aby wiarygodnie latać
jako "Alice".
Dwa lata temu zagrała główną rolę w drugiej części filmu "Save the Last Dance"
("W Rytmie Hip Hopu 2" ) - historii o baletnicy, która wbrew przeciwnościom
postanawia tańczyć taniec nowoczesny. Pewien rozdział się zamknął - jej życie
zatoczyło koło, a zewsząd posypały się propozycje. Od dwóch lat kręci film za
filmem, udziela wywiadów, pozuje, promuje, pisze piosenki, szuka domu, jeździ do
Polski (zawsze na własnych warunkach) i tęskni.... Powinna to sobie wpisać w cv
|umiem naprawdę świetnie tęskni|...
wstecz |
1 |
2 |
|
|