|
|
Izabella Miko mówi o sobie
Napisane przez Dorotę Szelagowską
Los Angeles - 30 Października 2007 roku. Iza powoli stąpa po czerwonym dywanie.
Sukienka lśni w błyskach setek fleszy i choć ledwo może w niej oddychać, z jej
twarzy nie znika uśmiech. Izabella, Izabella here! " - pada ze wszystkich
stron. Jeszcze 10 lat temu miałaby pewien problem z umiejscowieniem tego "here",
ale dziś zgrabnie obraca się, precyzyjnie pozując do zdjęć, które maja promować
jej ostatni film, pojawiajac się jutro we wszystkich ważniejszych gazetach. Jej
amerykański sen się spełnił. Film za filmem, rola za rola powoli wdrapuje się na
czubek świata. Walizka zawsze otwarta czeka na następną podróż na następny plan,
festiwal filmowy czy sesję zdjęciową. Agentka dzwoni kilkanaście razy dziennie ?
scenariusze do przeczytania, prośba o wywiad czy nagranie w studiu. Wieczorem
wracając z przyjęcia, rzuca obcasy w kąt i robi sobie herbatę z cytrynką i
cukrem. I kiedy nikt nie patrzy ? po prostu tęskni. I choć zdaje sobie sprawę,
że w Polsce nie mogłaby osiągnąć tego, co w Hollywood, jest rozdarta. Nic na to
nie może poradzić. Chce po prostu wygadać się mamie, patrząc w oczy bez
pośrednictwa skypowej kamery, pobawić z bratanicą albo przytulić do chłopaka.
Ale jest dzielna, inaczej nie byłaby tu, gdzie jest.
Iza urodziła się w1981 roku w Łodzi. I choć po drodze zaplątała się w pępowinę
(być może wyczuwając, że bycie niemowlakiem w stanie wojennym nie będzie należeć
do przyjemności), 21 stycznia o 3:15 cała i zdrowa przyszła na świat.
Jej rodzice, aktorzy: Grażyna Dyląg I Aleksander Mikołajczak, wyznawali zasadę,
że dzieci powinny być zawsze blisko nich, stąd Iza razem ze swoim starszym
bratem Sebastianem wychowywali się na scenie i w garderobach polskich teatrów.
Dorastanie w rodzinie artystów trochę wynagradzało koszmar szarej rzeczywistości
tamtych lat, ale Iza znalazła jeszcze inny sposób na ucieczkę do lepszego
świata: taniec. W poważnym wieku 4 lat oświadczyła, że jedyne o czym marzy to
zostać baletnicą. I wszyscy wiedzieli, że nie żartuje.
Ponieważ szkoła baletowa otwierała swe podwoje dopiero dla dzieci 10-letnich,
Iza rozpoczęła edukację w Szkole Muzycznej im. Fryderyka Szopena w klasie
fortepianu. Przez trzy lata Iza po kilkanaście godzin dziennie obcowała z
muzyką, ale jedyne ruchy, na które mogła sobie pozwolić to taniec dłoni po
klawiaturze z prostymi plecami i pośladkami sztywno wbitymi w stołek. Nie było
łatwo usiedzieć, gdy całe ciało rwało się do tańca - odbijała to sobie
wieczorami, codziennie przygotowując się do egzaminów do szkoły baletowej. I w
końcu nadszedł ten dzień.
I tu kiedy wszystko powinno potoczyć się jak w bajce- wytrwałość powinna zostać
nagrodzona, marzenia się spełniają itp. komisja wylała na Izę kubeł zimnej wody.
Owszem przeszła do trzeciego etapu, ale jest, jakby to powiedzieć...za mało
giętka.
Jednogłośnie zdecydowano jednak, że ze względu na ogólny artystyczny talent Izy
i jej upór (napisała list do dyrektora szkoły błagając o szansę), zostanie
przyjęta na sześciomiesięczny okres próbny. Jej mama już wtedy zdawała sobie
sprawę z czym to się wiąże- była przerażona.
Od tamtej pory Iza ćwiczyła jeszcze więcej. Codziennie. W szkole, w przerwach w
domu, w nocy i rano. Co nie było proste, bo zajęcia rozpoczynały się o 7:30 i
trwały do 19. Woźne szkolne przyzwyczaiły sie do sobotnich wizyt Izy z
magnetofonem i pointami pod pachą. Po próbnym półroczu Iza została oficjalnie
przyjeta. I zrozumiała, że jak chce, może wszystko, każdym kosztem.
Cztery lata później, podczas wakacyjnych warsztatów tanecznych, Izę wypatrzył
amerykańskich choreograf. Zaproponował wyjazd do Nowego Jorku na stypendium.
Propozycja godna uwagi - czy 14-letnia baletnica z Polski poradzi sobie na
Broadwayu?
Iza wiedziała że nie ma wyjścia ? wyzwanie było warte nawet przerwania szkoły i
zostawienia dotyczczasowego życia. Razem z mamą wsiadły w samolot i poleciały do
Nowego Yorku.
1 |
2 |
dalej
|
|